expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

sobota, 19 stycznia 2013

Marzenia na przedwiośnie


    Ale zima! By nie dać się wszechogarniającej hibernacji ogrzewamy sobie serca i dusze. Dzieci cieszą się śniegiem (poniżej taniec zimowy :)






i domowymi zajęciami







      a ja grzeję się myślami o nich, marzeniami i planami na przedwiośnie. Albo nie tak - nie powiem, że mam plany, bo to słowo ma w sobie coś niweczącego. A ja dziś absolutnie nie mam nastroju na rzucanie wyzwań losowi. Pomarzyć dobra rzecz i ryzyko jakby mniejsze :)

      A więc na przedwiośnie marzę sobie, by odświeżyć dom. Nieco już mi się opatrzyły kolory wokół nas (zwłaszcza na parterze) i mam wizje białych ścian, gołąbkowych zasłon i poduch i ... pocichutku... marzy mi się wymiana kanapy. Nasza wierna ośmioletnia przeżyła całe dotychczasowe dzieciństwo Bąków i, że tak powiem delikatnie - dość to po niej widać ;)  Przywiązałam się do niej ale bidulka zasługuje na emeryturę.


     Marzę o wyjeździe. Najchętniej nad morze. Przed przedwiośniem jeszcze czas ferii ale chyba nigdzie nie pojedziemy z racji moich planów operacyjnych :( Implant w kregosłupie i sanki raczej nie idą w parze zbyt dobrze ;) Ale morze... może pomoże? :)))) Mam tyle dobrych wspomnień znad przedwiośnianego morza... :)


I nad to morze chciałabym jechać pociągiem, nocą, kuszetką, ale taką mniejszą, rodzinną. Są takie chyba?


I nad morzem chciałabym się włóczyć po plaży. Pustej, sztormowej, ale już lekko pachnącej wiosną.








       I jeszcze marzy mi się pozmieniać coś w moim życiu zawodowym. To, że tak powiem, bardziej nawet konieczność niż zachciewajka. Nie mogę pracować tak jak dotąd, bo nawet najlepszy implant się podda :) Czas zatem trochę wszystko przeorganizować i może leciutko się przebranżowić? Który to już raz w życiu? :)


       I marzy mi się zająć edukacją muzyczną Bąków i swoją. Od lat mam takie niespełnione marzenie, by trafić na coś... nie wiem: książkę, program filmowy, bloga, cykl spotkań w jakimś domu kultury czy filharmonii - jestem bardzo otwarta, bo nie tyle chodzi mi o formułę, co o pasję i dar jej przekazania. Kiedyś w młodości uczyłam się 5 lat gry na pianinie. Niestety nie jest z tym jak z jazdą na rowerze - wiele już zapomniałam. Poza tym to był tylko fragment z całego bogactwa stylów muzycznych a mi się dziś marzy doświadczyć więcej. Nauczyć się rozpoznawać to co piękne, nie intuicyjnie - lecz świadomie, chciałabym nauczyć się nazywać gatunki, techniki kompozytorskie, doceniać harmonię, kontrapunkt, maestrię systemów durowych, molowych, czuć je, słyszeć, podziwiać. I jeszcze chciałabym, by ktoś mi puścił (a może nawet zagrał? :))) - te utwory, które trzeba choć raz w życiu usłyszeć i by mi przy tym opowiedział - "a tu? tu słychać... a w tym miejscu to..." - a ja bym słuchała i starała zapamiętać, by potem podzielić się tym z Bąkami :)


     Poza tym - mam też kilka marzeń prostszych, czytelniczych :) Chciałabym upolować w mojej bibliotece tytuły tak gorace, że ciągle mi umykają i jeszcze kilka tych, które tak gorące może nie są ale słyszałam o nich sporo intrygujących słów. Oto moja lista celów ksiażkowych na przedwiośnie:

- Alibi na szczęście - Anna Ficner Ogonowska
- Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek - M.A. Shaffer i A. Barrows
- Delikatność - David Foenkinos
- Siedem lat później - Emily Griffin
- Najlepsze jest najbliżej - Małgorzata J. Kursa
- Norwegian Wood - Haruki Murakami
- Dom sióstr - Charlotte Link
- Do latarni morskiej - Virginia Woolf


     I jeszcze marzy mi się nauczyć nie śpieszyć. Wstawać wcześniej, ruszać się wolniej, nikogo nie poganiać. Czytam właśnie pewną książkę a w niej opis mężczyzny: "Nigdy się nie śpieszył. Uważał pośpiech za wielce naganny". Bardzo mnie to rozbawiło i ujęło zarazem. Kiedy ja będę mogła tak o sobie powiedzieć?



      No i takie marzenia przychodzą mi do głowy na gorąco.


Spisałam je sobie - może to pomoże? :))

Kiedyś przeczytałam takie słowa:


"Im większą mamy świadomość tego, czego potrzebujemy,
tym więcej widzimy strategii osiągnięcia pełni".
 


Zatem Pełnio Droga - pozostaję otwarta na podpowiedzi strategiczne :)))

Pozdrawiam!


26 komentarzy:

  1. Madziu, jeśli chodzi o remonty i zmiany to czy ktoś już nam nie obiecał zdjęć pokoju dzieci??? Jeśli chodzi o książki to mam kilka tytułów już przeczytanych i z przyjemnością podeśle albo przekaże osobiście, mieszkam w Katowicach, jeśli będziesz kiedyś w tym mieście, to nie ma problemu. Daj znać to prześle maila. Pozdrawiam. Agnieszka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę doceniam ale dziękuję. Proszę mnie źle nie zrozumieć - nawet nie wiem jak to wyjaśnić... przywiazałam się chyba do tej anonimowości jaką daje blog i chciałabym w niej pozostać. Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  2. Życzę spełnienia marzeń.
    I zaproponuję jeszcze uzupełnienie listy książek, o drugą część "Alibi..." - "Krok do szczęścia" :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O tej godzinie już mi się myślenie wyłączyło, ale widzę, że chcesz przeczytać 'Alibi na szczęście' - bllleee...... no totalna tragedia. Nie da sie tego czytać. Mam, swoja własną, bo uwielbiam czytać i mieć książki, ale tej nie umiałam doczytać.... Mogę Ci podesłać, a potem ją oddasz do biblioteki :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Kasiulku ale zostaw ją sobie - może kiedyś do niej wrócisz? Wiesz jak to jest - bywa, że czasem to po prostu nie ten moment. Trudno mi cokolwiek powiedzieć o niej bo opieram się na recenzjach z netu oraz opinii jednej z moich "Mamuś", której ta ksiażka bardzo umiliła podróż pociągiem swego czasu, trudnego dla niej. Przeczytam, to dam znać jak mi przypadła do gustu :)
      A napisz Kasiu przy okazji jakie Ty książki lubisz, jakich poszukujesz, czy to ma być coś bliżej prawdy o trudach życia, o wychodzeniu z kryzysów, czy raczej coś lekkiego przypominające ciepłe historie do poduszki. A może literatura faktu? A może faccynacja materią słowa i książki o książkach, pisaniu i pisarzach, artystach, sztuce? Czy całkiem coś innego - fantasy? przygodowe? horrory? Jestem bardzo ciekawa.

      U mnie to się zmieniało przez lata - kiedyś moje wybory to efekt fascynacji szkolnych, rozmów o życiu i historii - wtedy bardzo czasy wojenne, holokaust, ale także dzienniki i pamiętniki i z międzywojnia i później. Miałam także okres na literaturę o literaturze. Za mną też poszukiwanie książek o sensie życia, religiach i filozofiach. Kiedyś uwielbiałam książki o życiu w murach akademickich, potem gdy już się nimi nasyciłam, przyszła fascynacja życiem prostym, czerpaniem z kontaktu z naturą, parę pozycji o Amiszach nawet. Jej, gdy tak dziś pomyślę - naprawdę miałam fazy :))) Dużo ich było :))Teraz chyba najbardziej szukam powieści o tym jak pięknie ludzie potrafią patrzeć na codzienność i czerpać radość ze skupienia nad swą pasją. Uwielbiam literaturą pisaną pieknym językiem, niestety zazwyczaj jest ona jednocześnie dosć przygnębiająca i wtedy się z książką rozstaję. Bardzo mi teraz nie po drodze z powieściami o depresjach itp.

      Napisz mi Kasiu czego Ty teraz szukasz w ksiażkach. Pewnie też się to u Ciebie zmienia. Bardzo jestem ciekawa. Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
    2. ciepła cudowna i miła dla duszy książka to Mąrdość Toskanii:)

      Usuń
    3. Może masz rację, może to nie był dobry moment. Kupiłam tę książkę po pozytywnych opiniach, po świetnych słowach na okładce, ale nie potrafię przebrnąć przez takie nic. Wybacz, ale dla mnie te pierwsze 30-40 stron jest o niczym. Nie wciągnęła mnie, zrezygnowałam, odłożyłam. Przeczytaj Ty, może będziesz miała lepsze podejście.

      Mam sporo książek, choć jak dla mnie wciąż mało. I dlaczego trzeba spać, jak można by czytać? Bycie pełnoetatową mamą to bardzo czasochłonne zajęcie.

      Gdy byłam w szkole przeczytałam wszystkie możliwe książki L.M.Montgomery i tym podobne -miały na mnie ogromny wpływ. No niby byłam tylko nastolatką, ale to moje pozytywne spojrzenie na świat, wciąż pomimo wszystko trochę naiwne to zasługa m.in. Ani z Zielonego Wzgórza. Potem (i wciąż) Jeżycjada. Mam do niej ogromny sentyment i czytam każdą kolejną książkę Musierowicz. A na dokładkę - no ja wiem....może się to wydać komuś (kto nie czytał) trochę niemądre, ale ja po prostu kocham miłością bezgraniczną Harrego Pottera. Mam wszystkie części - po polsku i w oryginale. Przy okazji 5 czy 6 części byłam nawet na Wyspach i miałam okazję kupować książkę w nocy o północy - świetna przygoda :-)
      Potem bardzo duże wrażenie zrobiły na mnie książki o wojnie, holokauście - czytałam co mi wpadło w ręce. To tak jak Ty.
      Od wielu wielu lat uwielbiam kryminały. Pokochałam Agathę Chritie i Herkulesa Poirot - miałyśmy z młodszą sis całą kolekcję, ale gdy ona się wyprowadziła, to pozwoliłam jej ją zabrać. Bardzo podoba mi się Camilla Lacberg, fantastyczna jest obserwacja jak zmienił jej się warsztat od pierwszej, raczej kiepskiej części, po Kamieniarza, który najbardziej mną wstrząsnął i ostatnią Fabrykantkę Aniołków.
      Dziś czytam raczej coś lekkiego, opisującego życie - wczoraj i dziś, bardzo cenię sobie opowieści o kobietach i ich losach (czasem łyknę też biografię). I tu muszę napisać o Cukierni pod Aniołem - cudo! Przemieszanie światów, historia rodziny (uwielbiam!).
      Dokładnie tak jak Ty staram się unikam depresyjnych tematów i opowieści. Tak samo jest z filmami. Odkąd jestem mamą nie czytam (i jednocześnie nie oglądam) o krzywdzie dzieci, matek, ludzi. Ba! Jak mąż ogląda National Geographic i zwierzętom dzieje się krzywda to wychodzę. Żadnych Ekspresów Reporterów - ja się tylko popłaczę, a nikomu tym nie pomogę. Nie znoszę takich stanów depresyjnych, gdzie widzę ludzką krzywdę, a nic nie mogę z tym zrobić - samo oglądanie/czytanie tylko źle na mnie działają.
      Skupiam się na (tak jak Hanna napisała) ciepłych, miłych dla duszy opowieściach...

      Lubię jeszcze wiele innych książek i autorów, ale nie ma sensu wymieniać wszystkich (Kalicińska, Wiśniewski, Carroll, Coben, Bronte).

      Ale elaborat...........

      Odliczasz dni do operacji?

      Buziaki!

      Usuń
    4. Dziękuję Ci :))

      Bardzo się cieszę, że mi tyle napisałaś i to "ale elaborat" najchętniej bym wycięła!

      Tak mało jest teraz okazji, by tak naprawdę porozmawiać o takich jednak osobistych sprawach więc plis - nie żałuj mi tych słów o książkach.

      Teraz już Cię znam trochę lepiej :))))))

      Co mnie bardzo cieszy!! :))))

      Widzisz ja jestem bardzo daleka od oceniania kogokolwiek w oparciu o lektury. Gdzieś tam niedawno przeczytałam na jakimś blogu czytelniczym - z tych aspirujących do "wyższej półki" - krótkie - "ach, są gusta i guściki". No niby nic wielkiego, ot - oklepana fraza, ale ma w sobie coś z zadęcia. Nieprawdaż?

      Ja osobiście lubię wiedzieć o czym kto czyta i jakiej literatury poszukuje - nie dlatego, że chcę wiedzieć czy docenia strukturę szkatułkową czy ramową, wielowątkową wyrafinowaną złożoność erudycyjnego kolażu asocjacji itp. (cytat z bloga o książkach) :)) Moim zdaniem to co kto czyta nie tyle mówi o wrażliwości czy wyrobieniu czytelniczym, co o stanie ducha, samopoczuciu, trudnościach jakie kto przeżywa, doświadczeniach jakie są jego udziałem, marzeniach, potrzebach i takich sprawach. Mnie bardzo interesujących kiedy chcę kogoś poznać bliżej.

      Tak że dziękuję Ci Kasiu bardzo!

      Ściskam i pozdrawiam ciepło!

      Usuń
    5. Ach i to pytanie o operację :) Nie, nie odliczam jeszcze bo wczoraj dopiero miałam drugą dawkę szczepionki przeciw żółtaczce. Następna za 14 dni, wtedy - jeśli mi starczy odwagi - umówię się na tę operację i dopiero zacznę odliczać :(

      Ale prawdę powiedziawszy - cykora mam wielkiego!

      Usuń
  4. No właśnie...zapisanie marzeń... jest w tym jakaś magia (z czarami nie mająca nic wspólnego), stąd to moje ciągłe marzenie o blogu, który wciąż nie powstaje..(zaczynam być nudna w tym temacie ;/ ale coraz bliżej do realizacji ;)) Dostałam olśnienia patrząc na Twoje malujące dzieciaki, osobne miseczki na wodę, właściwie na różne kolory farb! To jest to! A ja mojej bidulce dawałam jeden pojemnik, w którym woda po minucie robiła się czarna i psuła efekt końcowy malarstwa i tym sposobem skutecznie zniechęcałam samą siebie do malowania farbami przez moją córkę. Ehhh.... Wczoraj robiłyśmy witraże na szybę to w takim razie dziś pomalujemy farbami z całą armią miseczek z wodą :) Jak zwykle ciepło pozdrawiam Aga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      Sprawdza nam się to używanie wielu miseczek bo faktycznie przy jednej jest zawsze zaraz brudna woda, która przy okazji brudzi także jaśniejsze kolory. Czego to się człowiek nie uczy przy dzieciach? :)))
      Życzę miłej zabawy :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Ty złodziejko marzeń:)
    ukradłaś mi marzenia o wyjeżdzie nad morze ja konkretnie na Hel:)
    Książki też mam pozapisywane-chciałabym najpierw przeczytac Egzamin z Oddychania -Kolskiego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bu - taką długą odpowiedź napisałam w komentarzu i mi ją właśnie zjadło :(

      Życzę jakiejś miłej okoliczności, by nad to morze wyskoczyć. Prawda, że plaże w okresie zimowo-wiosennym mają niepowtarzalny urok?

      Ja lubię bardzo :)

      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
    2. widocznie nam nie po drodze dzisiaj bo mnie spotkało to samo:(
      Komentarz przepadł w otchłani netu....
      Tyle lat czytam twój blog a Ty nawet mnie nie znasz.....nie lubię się pokazywać na necie....Jestem na Fb jakby coś :)))
      Waracajac do tematu Morza-kocham Półwysep helski gdy jedziemy i widzimy wiatraki przedWładysławowem dusza sie raduje.Jastarnia i Jurata to moja miłosć:)))

      Usuń
    3. Od lat?! O rany!! To bardzo mi miło!! :)))) Ściskam zatem serdecznie!!! :)))))

      Usuń
  6. Tytuł postu mnie zaskoczył - przedwiośnie? heheh Ja to jeszcze w zimie głęboko zakopana pod śniegiem, którego mnóstwo. Także gratuluję wspaniałej umiejętności wybiegania daleko na przód! I fajnie, że piszesz o książkach bo brak mi jakichś fajnych tytułów do wypożyczenia, więc może się zasugeruję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też zakopani i troszkę sobie marzymy :)

      Pozdrawiamy ciepło :)

      Usuń
  7. Nad morze-o tak,mi też brakuje szumu fal,piasku pod stopami,tej beztroski,zachodów słońca i gofrów z bitą śmietaną i jagodami.Madziu muszę Ci powiedziec ze Twoje pociechy tak szybko rosną-tzn zapewne to wiesz,ale naprawde widać to na zjdęciach.Ten czas leci jak szalony :( Szkoda ze czasem z naszych planów nie spełnia się nawet połowa.Chyba tak jak Ty będę marzyć,a nie planowac jak do tej pory :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leci, leci... i tak mi czasem tęskno, smutno niemal, że nie zdążyłam się nacieszyć, nachłonąć jakimś ich zachowaniem, gestem, miną, grymasem, słowem, stylem - a potem to nagle przemija lub zmienia się w coś bardziej dojrzałego i szansa uciekła bezpowrotnie.
      Ja też widzę te zmiany na zdjeciach, widzę je nawet w rzeczywistości - na twarzach, w słowach, w zachowaniach i choć cieszy mnie bardzo ich rozwój - jest mi jednocześnie okrutnie żal...
      Ach, życie...
      A pomarzyć dobra rzecz :)))
      Usciski!

      Usuń
  8. Muszę powiedzieć że bardzo ciekawe tytuły książek. Ja jakoś ostatnio nie mogę się zabrać za czytanie, chodź lista książek, które chciałabym przeczytać długa. Trzymam kciuki za kręgosłup. Zdrówka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Loniu! Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  9. Marzenia do spełnienia!
    Wiosenne morze też lubię najbardziej :-).

    OdpowiedzUsuń
  10. A 'Lilka'? :)

    ps. W Hiszpanii tez wiosny wygladamy! Dzisiaj zimno (jak na hiszpanie) i pada. Co do pustych wiosennych plaz zgadzam sie w 100% w tym okresie sa najlepsze!
    Pozdrawiam,
    Monik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mmmm!!! Być teraz w Hiszpani.... !! rozmarzyłam się!! :))) Zazdraszczam :)))))

      Ślę zatem serdeczne pozdrowienia od nas do Was :))

      A "Lilkę" przeczytam - już mi tu Dziewczyny o niej pisały - sięgnę po nią na pewno :))

      Uściski!

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...