expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

piątek, 22 sierpnia 2014

O wychowaniu Bączków



Mam trzy ulubione cytaty z książki M. i J. Kabat - Zinn "Dary codzienności":


Psy i koty dają nam cenne lekcje empatii i akceptacji.
Obcowanie z nimi to kurs elementarny.
Wychowanie dzieci to studium zaawansowane.
 
Dzieci rodzą się suwerenne,
doskonałe w tym kim i czym są.
 
Powinniśmy być świadomi wielorakich błogosławieństw,
którymi obdarzają nas dzieci dzięki samej swej obecności.



Za tydzień Bączki zostaną uczniami szkoły podstawowej,
kończy się ich najbardziej dziecięcy etap dzieciństwa

jest sierpniowa noc a ja siedzę sobie i myślę o minionych latach






Lektury, takie jak ta powyżej i życiowe rozmowy pozwoliły mi wyobrażać sobie jakim niezwykłym doświadczeniem jest wychowywanie dzieci.
Nic jednak nie przygotowało mnie na spotkanie z tym cudem jakim się okazało przyjście na świat dzieci własnych.
 
Narodziny dzieci są jak narodziny nowych światów.
Słowa: suwerenne i doskonałe obrazują je idealnie.
 
Oto stajesz się mamą
szepcząc niepewnie
- czy mam szansę wychować tę istotę na porządnego człowieka?
w odpowiedzi słyszysz:
- to ty masz szansę stać się lepszym człowiekiem

są chwile, kiedy się stajesz
i są też takie
że widzisz w sobie demony, których nie spodziewałaś się spotkać ;)
 
życie...

wychowując Bączki starałam się myśleć o jego jasnych stronach
- o wartościach typu empatia wobec drugiego człowieka, życzliwość, chęć pomocy, radość ze wspólnie spędzanych chwil i innych dobrodziejstwach

mimo to,
często,
jeśli nie najczęściej,
przyświecała mi myśl o kryzysie i pierwotna matczyna potrzeba, by ich jakoś uzbroić
wyposażyć w kompas, mapę i kamyk na szczęście...


... w sytuacjach trudnych, depresyjnych, traumatycznych jedną z najważniejszych rzeczy jest poczucie, że da się coś zrobić
poczucie, że ma się możliwość wpływu na poprawę sytuacji

lekcje od życia..

gdy jednak nic nie da się zrobić
może się okazać
że została możliwość wyboru
tego
o czym się będzie myślało
w jaki sposób
i jakim uczuciom da się przyzwolenie

w wychowaniu Bączków chciałam ich w to wyposażyć
w poczucie wpływu na własne myśli i uczucia
świadomość możliwości wyboru w każdej sytuacji

Rozpoczęliśmy od zabaw w wyodrębnianie, analizowanie, porównywanie, w dokonywanie prostych wyborów, w naśladowanie i zapamiętywanie,

od zabaw, które dzieci same inicjują, kierowane swoją naturalną mądrością i potrzebą


Różnie bywało...
wiadomo, jak to w życiu

bywały tematy pilniejsze niż trening funkcji poznawczych

ale zawsze w miarę możliwości starałam się do nich wracać
motywować, wzbogacać, rozwijać

by pomóc Bączkom

- dostrzegać (i nazywać) doświadczenia
- porównywać je ze sobą po to, by umieli szukać i rozpoznać możliwości wyboru
- trenować podejmowanie decyzji, by rozwijało się w nich poczucie, że często mają wpływ na swoje życie
- zachwycać się osiągnięciami i dzielić ten zachwyt ze mną, by kiedyś sami, zwrotnie, umieli się motywować i innych też

minęły lata

dziś sypią jak z rękawa wspomnieniami własnych pomysłów
pamiętają wiele swoich sukcesów - co mam nadzieję - umacnia ich poczucie, że są skuteczni
potrafią się nawzajem motywować
w wielu okolicznościach dostrzegają możliwości wyboru i nie mają oporów przed ich podejmowaniem
zaczynają rozumieć, że w sprawie własnych uczuć też mają wybór

przypomina mi się cytat


... niebezpieczeństwo jest realne,
 ale strach jest wyborem ...


choć nie do końca się z tym zgadzam, to jednak oddaje to ducha mych starań


Jako bonus tego stylu wychowywania Bączków otrzymuję od nich multum ofert wyboru (codziennego)
i częste przypominanie mi o moich sukcesach

np. "oj pamiętasz Mamusiu, że kiedyś już zbudowałaś dla nas domek, w ogrodzie, z Tatusiem,
więc może dzisiaj,
taki malutki, wiesz,
dla lalek ..." ;)

i jeszcze jeden cytat z mojego sześcioletniego coacha, który aktualnie uwielbia polować na muchy






"oj Mamuś, jak chcesz złapać muchę, musisz ją najpierw namierzyć
 - nie ma sensu biegać z łapką, jak muchy nie widać"


oto czym się zajmuje mama ;)


mam jeszcze taki plus:
przypominanie Bączkom ich sukcesów, mniejszych i większych
oraz miłych momentów z codzienności
sprawiło, że mam ich w głowie tysiące :)

starczyłoby, by się uśmiechać od poniedziałku do piątku non stop,
czego nie czynię,
by nie wyglądać podejrzanie,
trzeba podchodzić do sprawy tradycyjnie ;)


Czas pokaże
jak będzie,
jak im pójdzie w szkole,
jakie sami podejmą kiedyś wyzwania dla rozwoju osobowości i charakteru

zrobiłam co mogłam,

wiele jeszcze lat i zdarzeń będzie rzeźbiło ich poczucie siły i wiary w siebie,

a mój / nasz wpływ powoli będzie malał,
mam tę świadomość
trudną trzeba przyznać...

pewnie kiedyś sami mi powiedzą
 
oj Mamuś, możesz się smucić, ale możesz też spojrzeć na to całkiem inaczej...

;)


sobota, 16 sierpnia 2014

Sierpniowe przygody






 
 
„Przygody!
To znaczy: nieprzyjemności, zburzony spokój, brak wygód.
Przez takie rzeczy można się spóźnić na obiad.”
 
                                                                                                                             Hobbit, czyli tam i z powrotem




My favourite :)


Nasze sierpniowe przygody nie miały nic z nieprzyjemności
ale też spóźnialiśmy się na obiad,
ba, nawet w ogóle ich nie jedliśmy czasem

kto miałby czas na jedzenie
kiedy można spełniać marzenia :)


jak skręcanie biurek






pierwszych własnych wyczekanych

jak rozkładanie na nich wymarzonych piórników
też pierwszych
i zeszytów
i papierów kolorowych
kredek, gumek, pisaków i planów lekcji
jeszcze czystych,
nie zapisanych
bo przecież nie wiadomo jakie będą zajęcia
ale marzenia są już



- Kocham mój tornister!
- tylko tornister kochasz?
-  :) piórnik też ;) żartuję :))




Za dwa tygodnie szkoła
po raz pierwszy

Bączki pakują i rozpakowują tornistry
a ja z nimi
oglądają atlasy
a ja z nimi
przymierzają ubrania na rozpoczęcie roku szkolnego
a ja chwalę, podziwiam i wzruszam się

jakże przyjemnie jest spędzać dni w ten sposób :)








... gdyby los zapytał mnie czy coś dodać
poprosiłabym tylko o dodatkowe serce
bo jednym nie sposób objąć tej radości
 
 
 

to nie moje,
z Dzienników Nałkowskiej bodajże,
ale za każdym razem gdy patrzę na Bączki
myślę podobnie



Biureczka postawiliśmy im obok siebie.
K.: - ciekawe kto od kogo będzie ściągał?
O.: - a co to znaczy ściągać Mamusiu?

wzruszają mnie te pytania :)


Taka jestem ciekawa

czy będą lubili mieć idealny porządek w piórniku jak teraz, czy im to minie
czy będą lubili robić gazetki ścienne w klasie, brać chomiki do domu na weekend i przesiadywać w szatni na pogaduchach czy będą woleli jak najszybciej zebrać się po dzwonku i wrócić do domu
jaki będą mieli charakter pisma
jakie kółka zainteresowań wybiorą
jaki będzie ich ulubiony przedmiot
jakie przyjaźnie pojawią się w ich życiu

sentymenty to moje drugie ja obecnie ;)

Nastrój przedednia
dziecięcej radości i wielkiego, pełnego zapału oczekiwania
przenika wszystko
każdy dzień
i nas
i obdziela hojnie niezwyczajną porcją energii :)

wysprzątaliśmy z dziećmi całe poddasze
zrobiliśmy gruntowny przegląd za małych ubranek i kilka solidnych worków oddaliśmy fundacji podczas akcji zbierania odzieży
przemalowaliśmy parter (kilka wiader farby)
posadziliśmy 15 drzewek w ogrodzie






















jesteśmy tytanami pracy ;)
śmieję się, że chyba zbiegły nam się dodatnie biorytmy
strach pomyśleć, co będzie, gdy zbiegną nam się ujemne ;)



sobota, 2 sierpnia 2014

O aurze



Dawno już zrozumiałam, że nakrycie stołu to coś o wiele więcej niż samo rozłożenie noży i widelców. To stworzenie tła dla jedzenia i konwersacji, przygotowanie nastroju i aury, która zapadnie w pamięć na znacznie dłużej niż to, co było podawane.

                                                                                                                                                                                 Peri Wolfman

To z książki, którą czytam
fragment zgrał się z myślami, które mnie dziś zajmują
o znaczeniu tła w naszym życiu
 
dekoracja wnętrz, dobór mebli, tkanin,
wakacyjna sceneria,
wystrój kawiarenki
muzyka
to wszystko podlega naszym mniej lub bardziej wyraźnie rozpoznawanym preferencjom lub wyobrażeniom dotyczącym tła
 
czasem w życiu jak i w literaturze tło obiecuje wiele a akcji jakby brak ;)
 
widzę to po dzieciach,
wyczuwam podskórne jakieś poczucie dysharmonii, gdy bywamy w bardzo inspirujących miejscach, tło-bogatych chciałoby się powiedzieć, a nic nie wolno - mam tu na myśli na przykład muzea, pałace, wszystko odgrodzone liną na pozłacanych słupkach, usiąść na zabytkowych kanapach nie wolno, krzeseł przy dębowych stołach przesuwać nie wolno, wszędzie cisza, spokój
 
ten dysonans uwiera ich i nie trudno dostrzec, że mają ochotę dodać jakąś akcję
wypełnić piękne tło życiem
 
bywają też sytuacje odwrotne
rozmowy gorące, emocje burzliwe
a tło niewidoczne
jest jakieś ale w ferworze wydarzeń nikt prawie nie zwraca na nie uwagi
 
mówi się nawet, że najlepsze imprezki są właśnie spontaniczne
w naprędce zaimprowizowanych warunkach
impromptu
pełen spontan ;)
 
a jednak tak dużo czasu spędzamy w Ikea ;)
tyle pieniędzy wydajemy na kubki, sofy czy ramki
 
podobnie z ubiorem
fryzurą
dodatkami
 
czy jest w tym jakaś nadzieja, że tło wpłynie na nas lub skapnie na nas trochę z tej aury, którą tworzy?
 
tak się tylko zastanawiam
nie szukam jednej odpowiedzi bo jej nie ma
nie rzucam wyzwania
ot, refleksja
 
siedzę sobie i planuję następne wakacje
nic konkretnego, dla przyjemności samego marzenia
Bączki wyjechały, rodzice zostali sami
i myślę sobie: Toskania?
Rzym?
Kornwalia?
i zaraz przychodzi refleksja: dlaczego?
dlaczego akurat tam?
i na co mam nadzieję?
 
inna rzecz, że oczywiście nie mam pojęcia co tam los szykuje, czy pracy będzie dość i takie tam inne zmienne ale pomarzyć zawsze można
 
tak więc przyznam się po cichu, że gdzieś tam jakoś wierzę, że piękne tło w całej swej szczodrości udzieli trochę swej magii i doda niesamowitości życiu
 
miłe iluzje :)
 
 
Ktoś kiedyś powiedział:

nie znajdziesz spokoju jeśli nie masz go w sobie


pewnie podobnie jest z magią :)






piątek, 1 sierpnia 2014

Wakacje w Grecji

 
 
 
Cuda nie zdarzają się nikomu
z wyjątkiem tych, którzy widzą je wszędzie :)
 
 
 
    Moje ulubione wspomnienia z wakacji to chwile kiedy opalone buzie nachylały się ku mnie i z błyskiem w oku szeptały mi o swoich cudach:
różowej muszelce
patyku wyrzuconym przez fale, który za chwilę miał stać się masztem 
złotym piachu
węgielku, którym można było pisać po kamieniach
 
okazało się, że Kreta jest wyspą skarbów :)
 
 
 
 
 
 
 
 
dłonie miałam wypełnione znaleziskami, które nie mieściły się już w plecaczkach dzieci, a które koniecznie trzeba było wziąć
 
 
 
 
















skakałam z Bączkami przez fale
i ramię w ramię stawiałam czoło żywiołom
K. też :)






















zabrałam na wakacje kilka książek, ale niewiele z nich przeczytałam
Bączki nas zagadywały






 

i wciągały do zabaw








miałam uczucie, że dopóki jestem syreną, piratem, zastępcą kapitana statku lub pomocnicą królowej wichrów - to wszystko jest jeszcze możliwe

każde porozumienie






takie to moje cuda -
Bączki sprawiają, że czuję się uprzywilejowana
dorosła ale nie zbyt dorosła
wciąż jeszcze z ważnym biletem wstępu do dzieciństwa :)






















............................
 
 
 

W "Buszującym w zbożu" są takie słowa:


 
"Lepiej nikomu nic nie opowiadajcie.
Bo jak opowiecie - zaczniecie tęsknić"


już tęsknię...





http://blog-o-poranku.blogspot.com/2014/07/poranki.html
Kreta Gerani link - klik
http://blog-o-poranku.blogspot.com/2014/07/pod-niebem-krety.html
Kreta Laguna Balos link - klik










http://blog-o-poranku.blogspot.com/2014/07/chania.html
Kreta Chania link - klik


 
 
 
 


środa, 30 lipca 2014

Chania



 
   Biała sukienka Lusieńki na tle białych powozów kojarzyła mi się z Niceą, a Nicea z podróżą z Mamą i rozmowami o skojarzeniach, jakie miałyśmy wtedy... na przykład z Lilką Kossak - Marią Pawlikowską Jasnorzewską, jej podróżą na francuską riwierę i światem dwudziestolecia międzywojennego...
 
   Chodziłam po Chani, po porcie Weneckim, trzymałam za rączkę dziecko, jedno lub drugie, lub oboje naraz i słuchałam ich pytań, ich rozmów, ich przytomnych próśb o picie, o lody i cieszyłam się z tego ich zanurzenia w teraźniejszości. Gdyby nie oni - snułabym się od skojarzenia do skojarzenia i patrzyła na wszystko lekko nieobecnym wzrokiem. Czy to wiek mój coraz już poważniejszy, czy to Chania tak dekoracyjna, niczym scenografia do tysiąca wspomnień, czy to po prostu słońce lata, które wszystko intensyfikuje, wzmacnia kontrasty ale i chwilami zaciera granice... nie wiem... czas w Chani rozwarstwiał mi się, teraźniejszość mieszała z przeszłością a rzeczywistość z fantazją.








    Śmiałam się w duchu, że trzeba bardziej starannie dobierać sobie lektury. Nigdy nie wiadomo, co z której odżyje w człowieku w takiej Chani na przykład i spokój duszy zmąci ;) Ja - to już trochę stracona - co przeczytałam, to przeczytałam, nie wszystko warto było - za mocne, zbyt życiowe, zbyt nieżyciowe ;) Czas pomyśleć o Bączkach - za chwilę szkoła, pierwsza klasa, pierwsze samodzielnie wypożyczone książki, przeczytane z zapartym tchem przy nocnej lampce :)








Zastanawiałam się, co będą pamiętać.
I czy mam na to jakiś wpływ...
Ktoś kiedyś powiedział, że pamiętamy nie tyle rzeczywiste cechy sytuacji, co naszą ich interpretację.
Ktoś inny, że postrzegamy wydarzenia poprzez emocje, które w nas wzbudzają.
A pamięć... i tak płata figle.









Uwaga... soczewka pamięci
każdy ma swój odmienny styl uwagi, jak indywidualne i niepowtarzalne są linie papilarne,
a za nią stoją potrzeby, zainteresowania, temperament
i wiele innych tajemnic
na co zwracały uwagę Bączki?
co zapisze się w ich wspomnieniach?







 
"Czasami to, co najbardziej prawdziwe, dzieje się tylko w wyobraźni"














Tymczasem cieszyłam się ich radością z bieżącej chwili.














 
 
... na przykład ze spotkania z kotem o wielu sercach - pierwsze biło na kocią nutę, drugie miał pod postacią doskonale kształtnej plamki na grzbiecie, a reszta - to nasze, które skradł i pewnie jeszcze wielu innym osobom :)

niesamowite wrażenie, mniemam, iż jest wyjątkowo kochliwy :)







 
 
Każdy indywidualizm zakłada stałość jakiejś zasadniczej odrębności :)
 
 
 
 
 

poniedziałek, 28 lipca 2014

Pod niebem Krety



Czas
wypełniony słońcem, śmiechem i dziecięcymi pomysłami
dni i wieczory
pachnące słonym wiatrem, morzem i grecką kuchnią

mamy dla siebie dobry humor
i brak pośpiechu

i wspomnienie podróży statkiem
upalne, trochę rozbujane, wietrzne i ciut męczące ale bardzo piękne :)


























laguna była prosto z bajki
turkus morza rozciągał się po horyzont
i mienił wszystkimi odcieniami
różowy piasek przemykał przyjemnie między palcami
woda była ciepła i tak przejrzysta, że można było liczyć ławice maleńkich rybek i wszystkie muszle na dnie
nie chcieliśmy wracać

Amorgos islands - wyspy dzikie i pozornie bezludne pachniały przygodą
snuliśmy fantazje co też mogłoby się na nich wydarzyć
dzieci biegały po plażach i chlapały się szmaragdową wodą

myślałam... a może by tak nie wsiadać na statek i nie wracać? kilka dni... kilka niezapomnianych nocy... z laguną... :)

















































................................
 
 

http://www.gramvousa.com/default.aspx?lang=pl



piątek, 25 lipca 2014

Poranki



gra świerszczy
letni wiatr poruszający firankami
rozgrzane kamienie werandy pod stopami
kawa na tarasie
powitanie morza
błękit fal z grzywami białej piany
smarowanie małych ciałek pachnącym olejkiem
kąpiel w basenie przed śniadaniem
wspólne chwile przy stole
książka

moje greckie carpe diem
poranna chwilozofia :)
























































Pozdrawiamy!


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...