wtorek, 18 czerwca 2013

Pięknie!


Ależ fala upałów! Przecudnie! 32 stopnie :)))







 Człowiek marzy o takich przez tyle dni w roku!! Czy odpowiednio się nacieszacie? Bo sami wiecie - pogoda w naszym pięknym kraju już nas nauczyła jak to z nią bywa ;) Trzeba korzystać póki co - nasycać się, nacieszać, chłonąć każdym centymetrem ciała :)

Nasze Bączki dziś w krainie dinozaurów z resztą przedszkola, właśnie po nich lecę bo powrót planowany na trzecią ale chciałam jeszcze z Wami zagadać :) ucieszyć się wspólnie jak to się cudnie porobiło :) Generalnie jakąś wielką miłośniczką żaru z nieba nie jestem ale kiedy zdarza się tak rzadko i jeszcze człowiek wie, że oto przed nim piękna gorąca noc i to jedna z tych najkrótszych, niemal świętojańska - magiczna w sensie ;) - to serce rośnie :) Marzy mi się na dziś wieczór włożyć letnią sukienkę, wyciągnąć rodzinkę gdzieś do kawiarni z blaskiem świec na rozgrzanych całodniowym upałem stolikach i parasolami pod gwiazdami. Gdyby jeszcze zagrała jakaś nastrojowa muza to już w ogóle byłaby wisienka tygodnia :)

Dziś pewnie we wszystkich kafejkach będą tłumy :) Ale co tam! Z życzeniami pięknej upalnej nocy, M.




niedziela, 16 czerwca 2013

Urodziny i proste radości czerwca



    Czerwiec u nas szalony i stąd nie było mnie ostatnio na blogu. Do zwykłych obowiązków, czyli pracy, domu i zajęć na uczelni doszła mi jeszcze sesja i obowiązkowe praktyki zawodowe. Poza tym dzieci mają sto pomysłów na minutę i przynajmniej część trzeba było pomóc zrealizować ;) Dopadła mnie też wena przesuwania mebli i zmiany wystroju wnętrz - zwłaszcza okien oraz ukwiecania ogrodu i ta namiętność trzyma mnie w garści ;)
Ale dziś siadam i piszę bo i dzień dla mnie specjalny :) 37 urodziny :) Luluś przyszła z samego rana z paczuszką wypełnioną swoimi skarbami, które chciała dać mi w prezencie. A Arturek wręczył mi piękne rysunki. Takie mam Pociechy :)


Jako, że najbliżsi trochę w rozjazdach to i te urodziny świętujemy na raty. Miło - nie powiem - mam je rozciągnięte na cały tydzień :) Dzięki Kochani!

Kilka fotek ku pamięci:



















































         Bączki planując atrakcje dla Mamusi wpadły na pomysł, byśmy jeszcze raz przejechali się pociągiem - tym razem już nie nowoczesnym, ale "staroczesnym" - jak to mówi Arturek. Byli tak zachwyceni wizją tej niezwykłej podróży, że nie wypadało odmówić :) Miała być ponadto nieco dłuższa niż poprzednia i w efekcie usłyszałam od K. - "żono droga - dziś tylko kawa z rańca, bo na śniadanie zapraszamy z dziećmi do Gliwic" To się nazywa fantazja ;) Tak więc jechaliśmy ponad godzinę starym telepiącym się wagonem, by móc głód zaspokoić ale przynajmniej było wesoło. Bąki zachwycone i to się liczy :)













     Za nami też urodziny kolegi i obowiązkowe malowanie twarzy. Tu Luluś z ukochanymi koleżankami i rozgrywka z Tatusiem w cymbergaja - Arturek je po prostu uwielbia :)














Z resztkami farby na twarzach karmili potem zwierzaki w mini-zoo i straszyli ludzi na plaży :)




 










    Już byli w łóżkach i zasypiali kiedy matka ich zawołała, bo nad domem przy świetle zachodzącego słońca pojawiła się bajeczna tęcza. Kurtki na piżamki i chwila magii na dobranoc :)










No i tak nam właśnie czerwiec mija. Piękny miesiąc...
Z ciepłymi pozdrowieniami zakręcona i dość przepracowana M. :)


niedziela, 2 czerwca 2013

Letnie preludium



     Tak pięknie się porobiło, że chciałoby się każdy dzień zatrzymać. Zatrzymać i gryźć po kawałku, smakować nieśpiesznie i nasycać się każdą pojedynczą chwilą. Virginia Woolf pisała kiedyś, że wielkiej części każdego dnia nie przeżywa się świadomie. Być może, kiedy dni pędzą jak szalone - ale teraz - w to piękne letnie preludium po prostu nie da się nie myśleć o bujności uroków czerwca. Tak, bo to już czerwiec. Wiosna powolutku zacznie do nas machać na pożegnanie zostawiając wspomnienia pachnącego świeżością kwietnia i kwiecistego maja i odda nas w pełne wakacyjnych obietnic ramiona lata.

W ten piękny weekend ulegliśmy letnim powabom i spakowaliśmy plecaki na wyprawę z piknikiem na plaży. Dzień wcześniej Dziadziuś zorganizował nam niezapomniany Dzień Dziecka (za co ogromnie dziękujemy!) a dziś zasypiamy zmęczeni słońcem i wiatrem.





























































Życzymy wszystkim wspaniałego tygodnia! U nas będzie bardzo pracowicie ale mam nadzieję - również przez to pięknie :)



czwartek, 30 maja 2013

Tanio a cudnie - o naszej wyprawie na spontanie :)



   "Poranek taki piękny, że chciałoby się zmysły na popas wypuścić" - z takimi słowami, które wraz z końcem snu przywędrowały do mnie z jakiejś książki leżałam pod oknem wdychając powietrze godziny 6-tej. "Zapachy budzą się najwcześniej" przypomniało mi się. E tam - rzekł jakiś głos we mnie - najwcześniej to się budzi Arturek. I nie myliłam się - leżał obok i jak tylko otworzyłam oko uśmiechnął się i z radością w głosie powiedział, że dziś Boże Ciało i nie idziemy do przedszkola - "to jakie mamy plany Mamusiu?"
Plany... no, ja chyba miałam w planach pospać ale najwyraźniej tym planom nie było dane się ziścić ;)

Wyszliśmy z psem do ogrodu i po chwili lunęło jak z cebra ;) A potem znowu słońce i znowu deszcz. Przy takiej aurze rozmowa o planach lekko nam grzęzła.












































 
 
 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

      Przyszło młodsze dziecię i zapytało czy gdzieś pojedziemy. I czy moglibyśmy się ubrać w te same kolory i czy mógłby to być różowy. Najlepiej taki - tu wskazała nasze nowe kwiaty :) Mężczyźni z miejsca spasowali a ja doszłam do wniosku, że i tak jej kiedyś obiecałam, że czasem będziemy się ubierały w ten sam kolor - to czemu nie, może być nawet dziś :)

Zostało tylko ustalić wspólnymi siłami gdzie można się wybrać w taki dzień w kratkę. Chwila burzy mózgów i zachwyt w oczach dzieci - przejedziemy się pierwszy raz pociągiem! Tak jakoś dotąd nie było nam dane. Od słowa do czynu, od komputera do rozkładu jazdy pociągów w dni świąteczne i ram pam pam jesteśmy w aucie z humorami w stylu "głupawka z radości" :) To był naprawdę miły dzień. Taki zwykły niezwykły :)






















































poniedziałek, 27 maja 2013

Dieta 5:2 - post czwarty



  Post w znaczeniu głodówki (no, mini-głodówki, by być uczciwym) bo post w sensie wpis poświęcony diecie 5:2 to dopiero mój drugi. Jednym słowem zaczynam ale będę tu notować postępy i wrażenia.

Portale dietetyczne podkreślają, że według badań przeprowadzonych przez psychologów społecznych - powiedzenie kilku osobom o chęci realizacji jakiegoś konkretnego celu sprzyja osiągnięciu sukcesu. Zatem korzystam, otwieram się i deklaruję - tak, mam zamiar w każdym tygodniu maja i czerwca popełnić co najmniej dwa posty do 500 kalorii. Teraz już nie ma odwrotu ;) Słowo się rzekło :)

    Aktualnie ssie mnie niemożebnie, bo to wieczór i mimo, iż czwarty taki o głodzie - jakoś tak się nie przyzwyczaiłam ;) I raczej mi to nie grozi ;)

Za mną dwa jajka na obiad (84 x 2 = 168 kal.), szejk z jednej łyżeczki czyli 50 kal. oraz poranna kawa (10 kal). Razem 228 kal. Do 500 zostało mi jeszcze trochę ale wieczór młody a w kuchni gotuje się młoda kapusta na kolację.

Z tymi wieczorami to lekko nie jest. Jeszcze dzień jakoś zleci - to trzeba zrobić, tam pojechać, to załatwić ale wieczory... eh, trening silnej woli w najczystszej postaci :)

     By wytrwać przeglądam blogi osób, które mnie dietetycznie inspirują (bardzo polecam moje guru dietetycznej pracowitości - autorkę bloga Smak zdrowia), podziwiam metamorfozy (na przykład te - klik ), czytam blogi pięknych dziewczyn i marzę sobie po cichutku, by zmieścić się kiedyś w podobne ciuchy (choć to pewnie mrzonki ale pomarzyć dobra rzecz :) . Lubię zaglądać tu (klik), tu (klik) i na przykład tu (klik) - choć pięknie blogujących szafiarek jest coraz więcej. W chwilach kryzysu przymierzam ciuchy, w które nie mieściłam się rok temu a teraz leżą w porządku, a w porywach szaleństwa i wiary w siebie zdarza mi się kupić za mały ciuch i snuć fantazje kiedy w niego wejdę :) I tak sobie radzę. Jeśli ktoś ma jakieś swoje metody radzenia sobie w chwilach siarczystego głodu - to chętnie przygarnę :)

I jeszcze fajny tekst, który mnie ostatnio rozbawił na jakimś portalu:

- Co robisz, gdy nie masz nastroju na dietę?
- Zmieniam nastrój :)

Ha ha! :))


Miłego wieczoru!






niedziela, 26 maja 2013

O radościach macierzyństwa


"I naszą teraźniejszość
ktoś kiedyś nazwie
stare dobre czasy"

  
        Ilu dorosłych tyle wspomnień z dzieciństwa - różnych wspomnień: pełnych tęsknot za bliskością, za sercem, wspomnień o smakach i zapachach, o kolorach, o radościach i smutkach... we wspomnieniach można odnaleźć wszystkie słowa świata.

Dziś jest dzień szczególny, pełen wspomnień..
... by czerpać ze wspomnień siłę... tego trzeba się nauczyć... jak wszystkiego.

Ktoś kiedyś powiedział, że mądrość nie na tym polega,
żeby powstrzymywać się od odczuwania,
lecz żeby odczuwać wszystko. Jak leci.
Lecz z myślami, z myślami jest inaczej.
Trzeba pozwolić im płynąć.
Przyglądać im się,
Nie uciekać, nie bronić się.
Obserwować i zatrzymywać te wybrane.
Jakie?
Wybór należy do Ciebie.

Pewnie podobnie jest ze wspomnieniami.
Lubię myśleć o możliwości wyboru.


Lubię też czytać wspomnienia.

Godziny pełne historii ale też wspomnienia krótkie - obrazy przywoływane jak wyjątkowy zapamiętany kadr. Kadr - skarb.
Lubię wspomnienia zmysłów - tembr głosu, melodię słów, perlisty śmiech, czy wyjątkowy zapach.
Lubię anegdotki o przywarach, szaleństwach, namiętnościach.

Czytam też wspomnienia smutne ale muszę czuć, że autor znalazł sposób, perspektywę, która pozwala mu stać się silniejszym. Nie obwinia wszystkiego i wszystkich, nie stawia też siebie pod pręgieżem poczucia winy, pisze o tym co było - ale to jak pisze - wzbudza szacunek, dodaje otuchy. Podziwiam ludzi, którzy potrafią pięknie wspominać.

Chłonę zachłannie aurę zmysłowej kondensacji wrażeń, barw, kolorów, dźwięków i słów, które wypełniają serce i opromieniają myśli o życiu.

Gdy myślę dziś o swoich wspomnieniach, myślę też o tym jak będą wspominać swoje dzieciństwo moje dzieci.

Nie raz słyszę, że tego nie mają, tamto by chcieli, tego nie zrobiliśmy, to czy tamto nie wyszło. Są ludźmi z krwi i kości - i narzekanie im nie obce.
Ale też pięknie potrafią się cieszyć i pokazać mi absolutnie nieznane wymiary przyjmowania świata.
Tak bardzo bym chciała, by umieli dokonywać wyborów - wyborów myśli.
I wspomnień.
Wyborów budujących.
Wzmacniających.

Moje dzieci właśnie przeżywają swoje dzieciństwo a ja mam ten przywilej, by w nim uczestniczyć. Współtworzyć świat, który kiedyś będzie ich punktem odniesienia. Bardzo się cieszę.
Ale codziennie myślę też o tym, że przeżyć coś - to jedno.
A zauważyć to w pozytywnej gamie barw i zapamiętać w ten sposób - to drugie.
Można przeżyć najpiękniejsze chwile swojego życia i nawet ich nie zauważyć. I nie docenić. 
I pamiętać niewiele ponad to, że na przykład był upał, pot leciał z czoła a komar ugryzł w nogę.

Tak więc przy całej radości z tych lat, staram się też uczyć ich zauważania dobrych przeżyć i zapamiętywania ich.

Moje macierzyństwo spadło na mnie jak dar - dar ponownego przeżycia dzieciństwa.
Ale też dar współtworzenia świata, którego istotą jest napełniać siłą.

Nie sposób wyczerpać tematu :) a w takim dniu chciałoby się choć trochę - choć trochę ująć go i nazwać po swojemu, by docenić właśnie, by zatrzymać.

Ktoś kiedyś napisał:

"A ja Wam mówię, że i Bóg miewa noce bezsenne" - czyżby miał na myśli macierzyństwo? :)



Wszystkiego dobrego dla wszystkich Mam z okazji ich święta :)



 
***
 
 
My wybraliśmy się do kina
 
"Krudowie" - piękny familijny film. Polecam :)
 
 
 
 
 
 
 
 
 

środa, 22 maja 2013

Moja przygoda z dietą 5 : 2 oraz dietetyczny sernik z ziemniakami


   Przemyślałam, przetestowałam jeden dzień i myślę, że dam radę :) Wchodzę w dietę 5 : 2 dr Mosleya.

Zasady są proste:

  1. Przez 2 dni w tygodniu stosujemy ograniczony post - możemy dostarczyć organizmowi tylko 500 kalorii (kobiety) i 600 (mężczyźni)
  2. Przez pozostałych 5 dni w tygodniu można spożywać wszystko, na co mamy ochotę zważając jednak, by nie przekraczać 1800 kalorii
  3. Dni postne nie powinny następować po sobie.
  4. W czasie "minigłodówki" należy wybierać produkty bogate w błonnik i pełnowartościowe białko, dające uczucie sytości (warzywa, nasiona roślin strączkowych, produkty bogate w pełne ziarno, chudy nabiał, mięso, orzechy i pestki, a także jaja).
  5. W ciągu każdego dnia trzeba wypijać dużą ilość wody 
 
 
       "Nie ma powodu, by niepokoić się łagodnym przelotnym, krótkotrwałym uczuciem głodu. Przy przyzwoitym ogólnym stanie zdrowia to cię nie zabije, nie padniesz z tego powodu z wycieńczenia" - przekonuje dr Mosley w swojej książce "Dieta 5 : 2". Ewolucyjnie organizm został tak zaprojektowany, żeby przetrwać bez pożywienia dość długi okres - pisze, dodając przy tym, że ludzie bardzo często mylą prawdziwy głód z innymi odczuciami. Poza tym w dobie wszechobecności pokarmów poczucie to sztucznie się intensyfikuje. Skurcze głodowe są bardziej płynne i dające się opanować niż można by pomyśleć - przekonuje. W zamyśle diety 5: 2 podtrzymywać nas na duchu w dniach odmawiania sobie ma również fakt, że ograniczamy się jedynie przez 2 dni w tygodniu, przez resztę nie musimy się już torturować nakazami i zakazami.
 
     Podoba mi się także ten cytat zaczerpnięty ze strony o diecie (klik) : "Bierzesz człowieka, głodzisz go, a po upływie doby wszystko wygląda diametralnie inaczej" - miał niegdyś powiedzieć Mosleyowi dr Valter Longo, dyrektor Instytutu Długowieczności na Uniwersytecie Południowej Kalifornii. "I choćbyś zaaplikował sobie cały bukiet lekarstw, nawet bardzo silnych, nigdy nie uzyskasz choćby zbliżonego efektu do tego, który zapewnia poszczenie" - przekonywał, mając na myśli benefity zdrowotne, np. wchłonięcie krążącego po krwioobiegu cukru czy rozkładanie kwasów tłuszczowych w wątrobie.
 
     Posty są obecne w każdej religii, z przyczyn wyznaniowych ale i praktycznych, związanych z przednówkiem, kiedy jedzenia często brakowało - żadne to odkrycie zatem i wierzę, że na tym skorzystam. Mój Tato, który okazjonalnie pości i czuje się świetnie będzie zapewne śmiał się ze mnie, że zamiast go słuchać musiałam dopiero ulec modzie, odkryć książkę i doczytać statystyki by się pokusić o post - ale myślę, że jakoś mi to wybaczy ;)
 
Zatem do dzieła :) Dziś mój drugi dzień mini-głodówki. Po pierwszym (w poniedziałek), który minął mi jako tako na ogórkach, rzodkiewkach, pomidorach, wodzie z mlekiem light i szejkach proteinowych - uzmysłowiłam sobie, że nie jest tak źle, dam radę :) Dzięki Dukanowi nie mam bólów głowy, żołądek mam dość skurczony, powinno jakoś pójść. Wiele zapału dodał mi ten blog (klik) - pisany przez lekarkę dietetyczkę, w którym dzieli się swoimi wrażeniami (jest na diecie 5 : 2 od niedawna i pisze o swoich efektach: "minus 2,5 kg czystego tłuszczu w miesiąc" - wow! to robi wrażenie! :)
 
    Po operacji przybył mi kilogram (nie mogłam ćwiczyć i poruszać się też miałam bardzo oszczędnie, poza tym te wszystkie rybki i gofry w Międzyzdrojach ;) zatem zamieszczam u dołu nowy "suwaczek - motywaczek" od 59 kilo. Do lata został równy miesiąc - zobaczę ile mi się uda zdziałać. W tym tygodniu wróciłam do pracy, wieczorami mam uczelnię, myślę, że to też pomoże by nie myśleć o jedzeniu. A poza tym - jak by nie patrzeć - to kolejny trening silnej woli - a takich nigdy za wiele ;)
 
    Poniżej wklejam fotkę sernika dietetycznego z ziemniakami, który popełniłam na fali mojej fascynacji ciastami z warzywami, o której pisałam tutaj. Pod fotką jest przepis, gdyby ktoś miał ochotę. Serniczek jest leciutki, taki piankowy powiedziałabym i całkiem smaczny. Ma w sobie głównie serki homogenizowane light, ziemniaki, jajka i stewię.
 
Polecam i pozdrawiam - zakręcona nową nadzieją M. ;)
 
 
 
 
 
 
Składniki:
  • 500 g serka homogenizowanego light (np. dwa Maćkowe light)
  • 4 jajka
  • 4 ziemniaki
  • 1 łyżka budyniu waniliowego
  • aromat waniliowy i pomarańczowy
  • stewia (według preferencji dot. słodkości)
  • do polewy: dwie łyżki szejka proteinowego czekoladowego, 1 łyżka kakao, trochę wody, 1 łyżka żelatyny oraz stewia do dosłodzenia


Ziemniaki umyć, obrać i ugotować.
Jajka rozdzielić na białko i żółtko. Z białka zrobić pianę.
Serki, żółtka, budyń, aromat, stewię i ugotowane ziemniaki zblenderować na gładką masę.
Delikatnie połączyć z pianą z białek.
Całość przełożyć do formy wyłożonej papierem i piec około 60 minut w 180stopniach. Po upieczeniu zostawić najlepiej na całą noc do okrzepnięcia. Na drugi dzień polać polewą, pozwolić jej stężeć a następnie zajadać. Wychodzi leciutki i całkiem ok :)
 
 
 
 
 
 
 

niedziela, 19 maja 2013

Imieniny w ogrodzie i tort kotek



    "Zaimpregnowany na niegodziwości czasów" - takie zdanie przeczytałam kiedyś. Było to o człowieku, który kolekcjonował w myślach piękne chwile, które później były jego tarczą - impregnatem - chciałoby się powiedzieć - wobec trudności codzienności.

Lubię o tym myśleć - o obdarzaniu uwagą specjalnych chwil, specjalnych dni i staraniu się zapamiętać z nich jak najwięcej - radosne twarze dzieci, śmiech, gwar, wpadanie sobie w słowa kiedy każdy chce coś powiedzieć, żarty, słońce, kolory, zapachy.

Leżąc w szpitalu niedawno zastanawiałam się, czy uda mi się w tym roku zorganizować dzieciom ich wiosenne i letnie święta - urodziny, imieniny, dzień dziecka, większe i mniejsze przyjątka. Czekają na nie, wiem ile myśli im poświęcają, ile planów i wyobrażeń. Widzę to po rysunkach, słyszę w emocjach, którymi żyją przez szereg poprzedzających dni. Czekają na rozmowy, zabawy, radości, uściski, na atmosferę radosnej biesiadnej bliskości.

Nie raz zastanawiam się, czy to dobrze..... głosów jest wiele - ile metod wychowawczych tyle rad. Od surowych, zimnych, ascetycznych zorientowanych na hartowanie charakteru w kontakcie z rzeczywistością "bez iluzji i bzdur" - po styl bajkowy, pełen ciepłych opowieści o dobrych ludziach, wsparciu przyjaznych duchów, Aniołów, cudach i łutach szczęścia. Od surowości w doborze zabawek i sprzętów, po bujność dóbr wszelakich.

Żadne skrajności nie są dobre ale odnalezienie się na tym kontinuum też nie jest łatwe.

Ktoś kiedyś powiedział, że

" (...) wychowując i dbając o dzieci dajesz im skrzydła,
jednak nie tylko po to, by mogły nimi unosić się z radości,
i nie tylko po to,
by mogły kiedyś odfrunąć.
Także, a może przede wszystkim po to,
by w razie czego
mogły wydźwignąć się z czarnej dziury."

Moi rodzice dali mi skrzydła, które wydźwignęły mnie z każdej czarnej dziury, w jakiej byłam. Solidne skrzydła, które teraz chciałabym przekazać moim dzieciom.

Więc staram się jak mogę iść ścieżką, którą prowadziła mnie moja Mama, nazywać i podkreślać co miłego nas w danym dniu spotkało, zachęcać do zapamiętania i przypominania sobie kiedy przyjdzie potrzeba.

Mam nadzieję, że wczorajszy dzień będą pamiętać i wspominać od czasu do czasu dla pokrzepienia hartu ducha i nastroju :)





 





















































*****

 
 
 
 

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...